A więc wybijać na równi z każdym robotnikiem na zegarowym aparacie godziny przyjścia i wyjścia z fabryki. Prezentować się przy wychodzeniu z zakładów do rewizji osobistej, a nade wszystko przedstawiać do rewizji wynoszone pakunki. Wyrzec się z góry wszelkich pretensji do własności jakichkolwiek wynalazków czy prac wykonanych w zakresie elektrotechniki czy elektrochemii w czasie pozostawania na służbie zakładów. Zobowiązać się do zachowania w jak najściślejszej tajemnicy wszelkich prowadzonych robót i doświadczeń, nawet wobec własnych, sąsiadujących w innych oddziałach kolegów — zobowiązać się do nieogłaszania drukiem żadnych prac naukowych, do wyrzeczenia się wszelkich prelekcji i odczytów z zakresu swojej specjalności i w ogóle zobowiązać się do niewystępowania publicznie nigdy w żadnym przypadku bez specjalnego każdorazowego zezwolenia potężnego prezydium instytucji i na koniec zobowiązać się do utrzymania w sekrecie sumy pobieranego wynagrodzenia nawet przed najbliższym swym otoczeniem.

Ale i teraz jeszcze okres prób się nie kończy, a raczej pogłębia.

Młodemu inżynierowi dają „chance”, dają sposobność wykazania się, a więc jakowyś problemat do rozwiązania, wynalazek, ulepszenie do wykonania, dają mu pełną swobodę ruchu, wolno mu bodaj tydzień cały siedzieć z nogami założonymi na biurku. Po kilku takich próbach, o ile inwencja młodego inżyniera zawiodła, wykazując jednak niepoślednie zalety mrówcze, wówczas taki inżynier nie jest odprawiany. Idzie jeno między szeregi pionków, sił pomocniczych, a jego dobycie się ponad równię pozostawia się przypadkowi. Wynagrodzenie jego stopniowo się polepsza, lecz do chwili owego wybicia się nigdy nie przekroczy pensji dobrego fabrycznego majstra.

Jeżeli młody inżynier zdołał istotnie rozwiązać postawione mu zagadnienie, wówczas w nagrodę otrzymuje w zapieczętowanej kopercie jednego dolara. Ten dolar symbolizuje szewron108 zasługi, ten dolar jest znakiem dokonanej pracy naukowej i ten dolar w dalszym ciągu prowadzi go od etapu do etapu.

W tego rodzaju zakładach przemysłowych wypłata odbywa się w ten sposób, że w oznaczonym dniu, na dźwięk specjalnych dzwonków elektrycznych pracownicy muszą ruszać do kasy, tam podpisują martwy szemat109 pokwitowania bez oznaczenia sumy i w zamian otrzymują zapieczętowaną kopertę z pieniędzmi.

W takiej kopercie tych właśnie inżynierów zdobywających symboliczne dolary czekają częstokroć wielkie niespodzianki. Zamiast pięćdziesięciu dolarów znajdują sto pięćdziesiąt, dwieście, pięćset a bodaj i tysiąc. I nie z racji Nowego Roku lub podwyżkowego terminu. Wynagrodzenie skacze do góry z miesiąca na miesiąc, temperaturę wartości pracy reguluje jej rezultat. Skąpstwa nie ma, raczej dobrze pojęta hojność.

Zastanowiwszy się głębiej nad tymi warunkami, trzeba przyznać, że są one jednak bardzo niemiłe, dokuczliwe, drażniące godność osobistą, boć w dodatku zakłady przemysłowe amerykańskie tego pokroju są strzeżone przez detektywów, przez własną fabryczną policję, przez jakąś prywatną siłę zbrojną, która w każdym wolnym kraju byłaby poczytana za przemoc, za przywłaszczanie sobie władzy.

Fabrycznej policji trzeba się strzec, trzeba się z nią bardzo liczyć, jedno jej słowo gotowe jest zredagować lakoniczną notatkę i pozbawić pracy. Oko ma czujne, natrętne, sięgające do spraw często bardzo osobistych, z upodobań czy rozrywek czerpie materiał do personaliów, całe akta z nich układa.

Zresztą elitę pracowników obowiązują prawie zawsze i wszędzie obostrzenia dotyczące tłumu roboczego. Nie wolno się spóźniać, nie wolno bez poważnej bardzo przyczyny opuszczać pracy. Urlop dwutygodniowy raz do roku, w ciągu dnia kilkanaście minut na spożycie dorywczej przekąski, zresztą ani pary z ust, a już w zetknięciu z klientem rygor nieubłagany.

W czasie godzin przepisowych ciągłe, nieustanne natężenie i gorsze bodaj od niego memento o wiszącej w powietrzu konotatce odprawnej...