Stany rządzą się własnymi statutami. Te ich przecież własne statuty muszą być zgodne z duchem Stanów Zjednoczonych.
Wolno poszczególnym stanom wprowadzać te lub inne obostrzenia, wolno, na przykład, mieć odmienne prawo spadkowe, inne opodatkowanie na rzecz powiatów czy gmin, ale nie wolno żadnemu stanowi wprowadzać praw, które by gwałciły wolność prasy, które by uchybiały swobodzie zebrań, które by sprzeciwiały się zasadniczym artykułom konstytucji sfederowanych republik.
Każdy akt prawny dokonany w danym stanie, musi być uznany za prawomocny i w innym stanie. Każdy obywatel jednego stanu zażywa przywilejów w innych stanach na równi z obywatelami tych stanów. Każdy obywatel stanu Michigan może przenieść swe penaty12 do stanu Oregon i zostać obywatelem stanu Oregon i odwrotnie. Ta zamiana następuje automatycznie po roku czy już po kilku miesiącach stałego rezydowania w pewnej miejscowości.
W kwestiach ustawodawczych różnice między stanami pokrywają się za pomocą wzajemności...
Weźmy drobny przypadek, dotyczący przywileju samochodowego.
Dajmy na to, że stan Indiana uchwalił w swoich przepisach, że automobilista przybywający z innego stanu po dwumiesięcznym pobycie powinien wykupić tablicę stanu Indiana. Tymczasem stan Maryland jest liberalniejszy, orzekł bowiem, że przybysz z innego stanu może przez całe cztery miesiące podróżować po całym stanie z tablicą innego stanu. Owóż ten przepis stanu Maryland stosuje się tylko do tych stanów, które uchwaliły u siebie równie czteromiesięczny termin. Automobilista z Indiany będzie zaś podlegał prawu „wzajemności”, czyli że dla niego nawet w Maryland termin będzie ograniczony tylko do dwu miesięcy.
Sfederowane republiki strzegą zawistnie swej własnej niepodległości.
„Legislatury” nie mieszają się do spraw przekazanych Waszyngtonowi, w zatargach swych z innymi republikami poddają się kornie wyrokowi Najwyższego Trybunału, ale do wewnętrznej swej procedury, do własnego gospodarstwa nie pozwalają się mieszać nikomu.
Gorze13 jakiemuś policjantowi z Wisconsinu, który by śmiał naruszyć granice stanu Minnesota i na ziemi minnesockiej choćby podrzędnego draba za portczyny ucapić.
Toć gwałt, toć burza rozpętałaby się w kapitolu minnesockim, całe miasto St. Paul zatrzęsłoby się w posadach i gromami rzuciłoby w kapitol wiskonsiński i targnęłoby murami Madisonu.