Osmanowi i musiał z zronionymi pióry
Z wieczną lecieć sromotą pod swoje Arktury2512.
Śpiewało tam co żywo, choć różnymi głosy,
Różną notą, wysokie głuszyli niebiosy;
Wszytkich jakby rozgrzeszył; już skorą nadzieją
Widzą domy, rodzice, krewne; już łzy leją,
Wesołego witania skołoźrywe2513 znaki,
Trudy, prace i pot już żegnają trojaki.
Kto ochoczy, kto rzeźwy, i konni, i pieszy,
Bieżą pomacać ciepłych tureckich pieleszy2514;