Ciebie z wiatrem, Selinie341 palm pełen, opłynę,
Lilibejski omijam bród342, gniazdo raf ślepych.
Stąd Drepanu343 mnie przystań i dzikich skał przepych
Powita. Tu wśród morza, miotan od burz wiela344,
Osłodę trosk i przygód tracę — rodziciela
Anchiza. Próżno ciosy zmyliwszy zabójcze,
Tu rzucasz znużonego, najlepszy mój ojcze!
Ni Helen wróż, choć różnym złem straszył u proga,
Tej klęski mi nie wieścił, ni Celeno sroga! —
Tu kres trudów i błądzeń mych długich nastaje: