Tak mknęło między nieba i ziemi ogromem,
Ponad Libią piaszczystą, tnąc wichrów zamiecie.
Przez matkę od Atlasa wiodące ród dziecię388.
Gdy stopy skrzydlatymi przedmieść dotknął z bliska,
Eneja, wznoszącego zamek i siedliska,
Widzi. Żółte jaspisy jak gwiazdy bogaty
Miecz mu zdobią, tyryjskie zwisają szkarłaty
Z ramion, możnej Dydony dar, królewski zbytek,
Z wełny przez nią utkany i ze złotych nitek.
Zaraz wpadnie: «Kartagę ty dzisiaj wieżastą,