Neptunem, niedosięgły dla ognia i stali,
Lud gnuśny i odwykły od zapasów zgoła,
Dobywszy miecza, z nagła do oręża woła.
Idą szyki z Fescenii, z Faliski Ekwowie690,
Lud, co zamki Sorakty691, Flawiny pustkowie,
Cymin dzierży, Kapenę, co w lasy się wtula
Nad jeziorem... Szli rzędem, wysławiając króla:
Tak pod chmurą skłębioną śnieżyste łabędzie,
Gdy wracają z żerowisk i krzyk miecą w pędzie
Nad wzgórzami — grzmi rzeka i Azji w oddali