Żmije i węże, groźnie podnoszące czoła,
Usypiać śpiewem, gniew ich koić niezbłagany
I sztuką leczyć przez nie zadawane rany.
Lecz przed włócznią dardańską sztuka go nie skryła
Lekarska ni śpiew, który łagodne sny zsyła,
Ani na górze Marsów zbierane dziewanny...
Ciebie gaje Angwicji, Fucinu701 nurt szklanny
I stawy ciche płaczą.
Szedł też i Hipolita syn, co męstwem pała,
Wirbiusz, którego matka z Arycji wysłała,