Wtedy o twoich było dbać — dzisiaj rozrzutnie
Za późno szerzysz skargi, próżne niecisz kłótnie».
Tak mówiła Junona; cały orszak niebian
Szemrał na obie strony. Tak w bór niewytrzebian
Wiatr wpada, po ostępach ślepych szumy nieci,
Żeglarzom pęd ciągnącej zwiastując zamieci.
Wtedy ojciec wszechmocny, co świata posadom
Włada, zaczął; gdy mówi, przestrach pada na dom
Olimpu, milknie drżąca ziemia i w przestworze
Zefiry, wzdęte nurty swe ucisza morze. —