— Cicho żydy, niech sam rabin krzyczy! — upominał rozgadaną trójkę, która na niego uwagi nie zwracała.
Aby tę uwagę zbudzić, przesiadł się bliżej kozła i Joska za pejs pociągnął.
— Mojsie! Mojsie! — wesoło zawołał — a czy ty słuchałesz o taki wypadek, że na Łowickie jarmark żyd koniowi uczeknął?
Ten koń miał felru małego
Że był trochę — ukradziowanego!
— Mnie nic do tego... — dokończył mimowolnym rymem woźnica, i jął na nowo szwargotać.
— Ho, ho, toś ty widzę wcale nie ciekawy! Ale jak ja ci zaśpiewam jeden delikatny kawałek, to zaraz uszy postawisz jak zając.
Odchrząknął, papierosa na śnieg cisnął, wykrzywił się zabawnie i zaśpiewał:
Radujcie się, zidziowie,
Dobrze szlichać w Wlesiowie.