— Dawnoś widział nasz kamień? — tajemniczo pyta.
— Wczoraj.
— Nieporuszony?
— Nieporuszony.
— Do kryjówki zaglądałeś?
— Trudno było. Wciąż się tam teraz kręcą ogrodnicy.
— Idź o północy, ze ślepą latarką296 w jednej ręce, z oskardem297 żelaznym w drugiej.
— Ba! Skąd wziąć oskarda?... Skąd wziąć ślepej latarki?...
— To prawda!... — zamyślił się tamten. — U nas wcale tych rzeczy nie znają. Co robić? W powieściach do podważania takich kamieni używają zawsze oskardów. Niepodobna brać ze sobą łopaty. To byłaby śmieszność zabijająca.
Wpadli obaj w zadumę — przemyśliwają, skąd wziąć romantycznych przyborów. Zgodzili się wreszcie na jedno: ślepej latarki i oskarda pożyczą z rekwizytorni teatru wędrownego, który na lato ma przybyć do P. Przy sposobności wezmą też stamtąd dwa sztylety...