Najczęstszym przedmiotem rozmów jest sama pompa.

— Zimna woda, co?... — zapytuje „knota”, po raz pierwszy tu przybywającego, stary wyga szkolny w zatłuszczonej i przemoczonej czapce, zaciągający się grubym papierosem z drajkenigu, zawiniętego w papier brulionowy.

— Zimna, panie... aż zęby cierpną... — mówi malec, ocierając usta rękawem.

— A wiesz: dlaczego zimna?... — bada tamten z dwuznacznym, szatańskim uśmiechem.

— Nie wiem, proszę pana.

— Od nieboszczyków.

— Ja... jak to, proszę pana?

— Wiadomo, że każdy nieboszczyk zimny jak lód; pod kościołem pełno nieboszczyków; a ta woda płynie prosto spod kościoła.

— Do... doprawdy?

„Knot” blednie i zębami dzwonić zaczyna. Robi mu się tak zimno, jakby sam był nieboszczykiem.