— Nie, proszę księdza dobrodzieja... — zdobywa się wreszcie biedny chłopiec na lękliwe zaprzeczenie.

— Cóż więc cię tu sprowadziło? — powiedz.

Sprężycki staje się naraz odważnym. Głowę podnosi, twarz rozpogadza, głosem mniej już jękliwym odpowiada szczerze:

— Ciekawość.

Podobała się ta szczerość zakonnikowi.

— No, i przekonałeś się — mówi łagodniej jeszcze — że nic tu nie ma ciekawego. Drzewa takie jak wszędzie; kwiaty, podobne do wszystkich kwiatów; ptaki, jak wszystkie ptaki...

— O! Nie... — przerywa coraz bardziej ośmielający się chłopiec. — Co do ptaków, proszę księdza dobrodzieja, to...

— To co?

— To takich, jak tutejsze, nigdziem nie widział. I myślę, że nigdzie indziej takich nie ma...

— Dlaczego tak myślisz, mój chłopcze?