Drżał ze strachu, lecz ciekawość w miejscu go trzymała.

Nauczyciel uciszył się. Głowę zwiesił nisko — twarz jego przybrała znany tak dobrze uczniom wyraz ostatecznego znużenia i apatii. Po chwili wyciągną rękę po butelkę, szklankę napełnił i wychylił. Twarz mu się rozjaśniła — hardym ruchem głowę podniósł — cały się wyprostował i jakby urósł.

Mocnym, patetycznym głosem zagrzmiał:

Ja car — ja rab! Ja czerw’ — ja boh!...

Sprężycki zrozumiał, że przed tą jego wielkością należało albo na twarz upaść, albo — uciec...

Wybrał drugie.

XVI. Mali bohaterowie

— A czy odważyłby się który z was pójść w nocy na cmentarz?...

Chłopcy, srodze zmęczeni „palantem378” i „ekstrametą379”, obsiedli kloce, leżące nad rzeką, oddając się z rozkoszą zasłużonemu wypoczynkowi oraz rozwiązywaniu najzawilszych zagadek filozoficznych i życiowych.

Czapki na tył głowy zesunęli, mundurki porozpinali — co sprzeciwia się wprawdzie przepisom szkolnym, ale jest niezrównanie pomocne na upał i znużenie.