Mimo wszystko, wniosek przeszedłby był większością głosów, gdyby nie nagłe wmieszanie się Sprężyckiego.
Sprężycki, choć najmłodszy, cieszył się w tym kółku powagą. Cienki, chłopięcy jego głos zawsze był pilnie przez „starszyznę” wysłuchiwany.
Podczas narad siedział na uboczu, nie odzywając się. Gdy jednak spostrzegł, że niebezpieczna myśl poczyna stawać się ciałem, zawołał energicznie:
— Nie! Nie! — trzeba temu dać pokój!
— Co? Dlaczego? Zwariowałeś... — oburzyli się tamci.
— Nie zwariowałem — ale wiem, że tego robić nie wypada!
— Gadajże: dlaczego?
— Dlatego, że to sprawiłoby przykrość — tamtemu.
— Komu?
— Nowemu rektorowi.