— Idę do biura powiatu — oświadcza tonem głębokiego zadowolenia, z dumą niejaką zmieszanego.
— I cóż tam będziesz robił?
— Będę przepisywał urzędowe papiery.
Solenność, z jaką wymawia słowo „urzędowe”, jest wyższa nad wszystkie wyrazy.
Praktyczny Bonuś bada ciekawie kolegę.
— Dużo będą ci płacili?
— Z początku nic.
— To niewiele...
— Ale potem będę brał pięćdziesiąt złotych na miesiąc.
Na chłopcach, przywykłych liczyć na grosze, ”pięćdziesiąt złotych” czynią wrażenie niemałe. Kręcą głowami z podziwu.