Zebranie wybucha gniewem i oburzeniem. Delegowani: Sitkiewicz i Kozłowski wybiegają, biorą Sprężyckiego za ramiona i prawie przemocą wciągają pod rozłożyste gałęzie gruszy.
— Sprężycki! — przemawia „prezes” uroczyście — masz nam tu natychmiast powiedzieć: co czynić zamierzasz po skończeniu nauk?
— Po skończeniu nauk? — dziwi się tamten. — Cóż ja mogę dziś o tym wiedzieć? To rzeczy tak dalekie!...
— Nie tak bardzo. Jutro nauki kończysz.
— Jutro kończę nauki? Chybaście oszaleli! Ja dopiero je zacząłem.
— Jutro dostaniesz patent.
— Iiiii... taki patent. Dla mnie patentem będzie dopiero dyplom uniwersytecki. A i na tym jeszcze nie koniec!
— Pi, pi, pi... co mu to się roi!... — dziwi się Kozłowski.
— Kopernikiem chcesz zostać, czy co? — pyta drwiąco Właszczuk.
— Daj kurze grzędę, ona: wyżej siędę!... — wyjeżdża z przysłowiem Sitkiewicz.