— Dajcie mi pokój108!... — odpowiadał tamten na wszystkie pytania. — Com ja widział... ach! com ja widział!...
— Gadajże, Sprężyk!... Nie bądź głupi!
— Już po naszym Wojtku... ach! Już umarł!... Już w trumnie leży... Ledwie się rusza — i tak jęczy, jęczy!...
Chłopcy skamienieli z przerażenia. Przez kilka chwil stali z otwartymi ustami, nie będąc w stanie przemówić.
Pierwszy oprzytomniał Kozioł. A że był sprytny i trzeźwo patrzył na rzeczy, wystąpił zaraz z uwagą krytyczną:
— Przecież jeżeli umarł, to nie mógł jęczeć...
— Ani ruszać się! — poparł przyjaciela Piotruś.
— Nic nie wiem, nie rozumiem — tłumaczył się Sprężycki — ale zapewniam was, że nie kłamię. Jak ojca kocham, jak Matkę Boską kocham: widziałem Wojtka w trumnie!
Zaczęli wszyscy krzyczeć, sprzeczać się, radzić, ośmielać się nawzajem — wreszcie postanowili jednogłośnie: zawrócić i na własne oczy sprawdzić, co powiedział Sprężycki.
Trzęśli się i zębami szczękali ze strachu — jednak przemogli trwogę, odemknęli drzwi od warsztatu i do środka zajrzeli.