— Może się zamienisz? Dam ci miodu.

— Przynieś — zobaczę.

Przy otwartych skrzynkach rodzą się najczulsze afekty, zawiązują najtrwalsze przyjaźnie. Na wędkę wiejskich przysmaków dają się łowić nawet Katonowie207 szkolni. Niezłomny Żebrowski, syn nauczyciela historii, ogryzając udo pieczonego indyka, ofiarowane mu przez kolegę Szymczaka, mówi z błyszczącymi od tłuszczu policzkami:

— Co do chronologii, to już ty się, głupi, nie bój! Jak cię fater208 wyrwie, patrz tylko na mnie: każdą datę na palcach ci pokażę.

— A ostatni stopień w katalożku209 widziałeś?

— Widziałem. Postawił ci fatrowski tróję z minusem.

— O rety! To tyleż co dwója. Że też to tego diablego minusa skasować nie można!

Żebrowski sięgając po świeżo ukrajany łom wybornej babki waniliowej, mruży filuternie oko...

— Ehe!... A od czego guma?...

Jednak na stancjach zajmują się nie tylko opróżnianiem zapasów skrzynkowych.