— Kpię sobie z twojej kuzynki.
— Odpowiesz mi za tę obelgę! — krzyknął rozwścieczony Lulejka.
— Zabiję cię!
— A ja cię nadzieję na mą szpadę jak kurczę na rożen!
— A ja ci dziurki w nosie powystrzelam!
— Jutro poślę ci moich sekundantów!
— Jutro przeszyję cię kulką na wylot!
— Porachujemy się z sobą! — zakończył Lulejka i podsunął Bulbie ściśniętą pięść pod sam nos. Potem podniósł z ziemi szkandelę i... nie śmiejcie się, proszę, bo... Lulejka wycałował i wyściskał gorącą szkandelę, pewnie dlatego, że przed chwilą trzymała ją w rękach Rózia. Potem wybiegł z komnaty.
O zgrozo! Jakiż obraz przedstawił się jego oczom! Oto na samym dole schodów ujrzał Jego Królewską Mość Walorozę, odzianego zaledwie w szlafrok i szlafmycę16, pochylającego się ku zmieszanej Rózi i przemawiającego najczulszymi wyrazami. Król usłyszał hałas i zgiełk, a poczuwszy, jak twierdził, woń spalenizny, pośpieszył zobaczyć, czy ogień nie wybuchł w pałacu.
— Zapewne Ich Wielmożności palą papierosy, proszę Waszej Królewskiej Mości — rzekła Rózia.