— Najjaśniejszy Panie, wszakże tu idzie o życie księcia... — szepnął królowi na ucho Mrukiozo.

— Po śniadaniu! Powiedziałem już raz asanowi, żeby mi w czasie śniadania nie zawracał głowy swoimi bzdurami — odparł monarcha i w dowód najwyższej niełaski odwrócił się do Mrukiozy plecami.

— Niech Wasza Królewska Mość uwzględni, że Paflagonii grozi wojna, bo jego ojciec, król Padella...

— Król Padella? — wykrzyknął król. — Pleciesz koszałki-opałki, moj kochany, król Padella nie był nigdy ojcem Lulejki. Ojcem jego był brat mój, nieboszczyk Seriozo.

— Ależ tu idzie o księcia Bulbę, nie o księcia Lulejkę! — zawołał minister.

— Wasza Królewska Mość rozkazał mi uwięzić i powieść na stracenie księcia, więc zakułem w kajdanki tego obmierzłego Bulbę — wtrącił kapitan. — Nie mogło mi się w głowie pomieścić, żeby Wasza Królewska Mość skazywał na śmierć krew z krwi swojej i kość z swojej kości...

Kapitan nie skończył, bo król cisnął mu w łeb półmiskiem dymiących parówek. Księżniczka krzyknęła: — Ach! Ach! Ach! — i padła zemdlona na ziemię.

— Gdzie imbryk? — krzyknął król i chlusnął na księżniczkę ukropem. Angelika w mig porwała się na nogi, a król tymczasem wyjął z kieszeni zegarek i porównał go najpierw z zegarem ściennym w jadalni, potem z zegarem na wieży zamkowej. Zegary wykazywały pewną różnicę. — Cała rzecz w tym — mruknął król, nakręciwszy zegarek swój starannie — że nie wiadomo, czy mój się śpieszy, czy spóźnia. Bo jeżeli się spóźnia, no to wszystko przepadło... możemy spokojnie dokończyć śniadania. Jeśli się śpieszy, od biedy dałoby się może jeszcze ocalić księcia. Co za głupie nieporozumienie! Na honor, miałbym wielką ochotę i ciebie kazać powiesić, kapitanie Zerwiłebski!

— Spełniłem tylko swój obowiązek. Żołnierz trzyma się ściśle litery rozkazu!

Zerwiłebski nie sądził nigdy, że przyjdzie mu doczekać chwili, w której Jego Królewska Mość nagrodzi jego wierną czterdziestosiedmioletnią służbę skazywaniem go na karę, której podlegają zbrodniarze.