I, drugą rękę przytknąwszy do czoła,

W twarz moją wlepił oczy tak badawczo,

Jak gdyby ją chciał narysować. Długo

Tak stał, nareszcie, lekko potrząsając

Moim ramieniem i kiwając głową,

Wydał tak ciężkie, żałosne westchnienie,

Że się zdawało, iż mu piersi pękną

I życie z niego uleci. Odstąpił

Wtedy ode mnie i powolnym krokiem

Szedł z odwróconą głową poza siebie,