Co kiedykolwiek wzgardzonego człeka

Do bydlęcego przybliżyła stanu.

Twarz skalam błotem, płachtą się owinę,

Włosy me wszystkie w kołtuny pozwijam,

W mojej nagości z wiatrów będę szydził

I z niepogody surowego nieba.

Już wzór znalazłem sobie na tej ziemi:

Żebraków z Bedlam, co wśród dzikich ryków

Tkają w gangreną otrętwiałe ręce

Szpilki, gałązki rozmarynu, gwoździe,