Gdzie widzi smutków swoich towarzyszy;

Trosk własnych brzemię jak cięży mi mało,

Kiedy pod równym gnie się króla ciało!

Ojciec mój dla mnie, czym dla niego dzieci.

Uciekaj, Tomku, a gdy dzień zaświeci,

W którym potwarcze zbić potrafisz słowo,

Wystąp i z światłem pogódź się na nowo.

W tej strasznej nocy niech się co chce stanie,

Byle się tylko król mógł uratować!

Więc baczność! Baczność!