Tam leżał Duncan; srebrną jego skórę

Krwi jego złotej otaczały pasy.

Otwarte rany, jak wyłom natury,

Dawały wejście niszczącej ruinie;

Tam znów mordercy, naznaczeni barwą

Swego rzemiosła, a przy nich sztylety,

Jak w szpetnej pochwie, w zsiadłej krwi schowane.

Któż by z miłością przepełnionym sercem,

Z odwagą w sercu, potrafił się wstrzymać,

Żeby miłości swej nie dowieść czynem?