Gdy widzę — Seyton, hola! To spotkanie

Lub mnie na zawsze od trwogi wyzwoli,

Lub dziś obali. Dość już długo żyłem;

Schnie już mój żywot, żółkną jego liście;

A co starości winno towarzyszyć,

Jak honor, miłość, przyjaciół drużyna,

I posłuszeństwo — to już nie jest dla mnie!

Lecz na ich miejsce przekleństwa, nie głośne

Ale głębokie; w ustach poważanie,

Dech, który biedne chętnie by mi serca