Zbyt szpetny, aby na światło go wywieść.

Masz coś na myśli; słyszałem, jak rzekłeś,

Kiedy od żony mojej Kassjo odszedł:

Tego nie lubię! — i czegoż nie lubisz?

Gdym ci powiedział, że był mi pomocą

W moich zalotach, czy tak? zawołałeś,

I pomarszczyłeś, ściągnąłeś brwi twoje,

Jak gdybyś wtedy w mózgu twoim zamknął

Myśl jakąś straszną. Jeżeli mnie kochasz,

Myśl mi tę otwórz.