Ciągle ich łudził brzmiącymi słowami,

Epitetami wojny nadzianymi,

A w końcu, z kwitkiem odprawił proszących.

„Prawdziwie, rzekł im, mam już porucznika”.

Któż on? Zaiste, wielki matematyk,

Jakiś Florentczyk, jakiś Michał Kassjo,

Co nie jak żołnierz, ale żył jak panna,

Co nigdy w polu nie rozwijał kolumn,

A na manewrach tak zna się jak szwaczka.

Porządku bitwy z książek się nauczył;