Albo jak stado kawek czarnopióre,

Na odgłos strzelby, kracząc leci w górę,

W trwodze na wszystkie rozbija się strony,

Tak zniknął tabor aktorów spłoszony.

W popłochu jeden na drugiego pada,

Wzywa pomocy, wrzeszcząc: rozbój! zdrada!

Wielki strach rozum odebrał im mały,

Na bandę zbójców las przemienił cały,

Gdy cierń im zrywa czapki i rękawy,

Im się wydaje, że to zbójców sprawy.