Co trąci mego syna i dziedzica.

Ani Encelad z całą groźną bandą

Dzieci Tyfona, ni wielki Alcydes,

Ni sam bóg wojny wydrzeć nie potrafi

Z ojcowskiej ręki tego niemowlęcia.

Jak to? Wy krwiste, płytkich serc młokosy,

Wiechy szynkowne, mury pobielane,

Czy nie wierzycie, że węgla jest czarność

Z wszystkich kolorów farbą najpiękniejszą,

Bo wszelkim innym gardzi malowidłem?