Sam w płomieniste rzucę się jezioro,

Z dna ją Kocytu za pięty wyciągnę.

Krzaki z nas tylko, mój Marku, nie cedry

Ani olbrzymy z kościami cyklopów;

Metal nasz jednak, choć silnego hartu,

Krzywd nie wytrzyma, które na nas padły.

Sprawiedliwości gdyśmy nie znaleźli

Ni tu, ni w piekle, musim bogów prosić,

By ją nam z nieba przysłali na krzywdy

Naszej mścicielkę. A więc do roboty!