Nieraz umarłych dobywałem z grobów

I u drzwi drogich stawiałem przyjaciół,

Gdy już o stracie prawie zapomnieli,

A na ich skórach, jak na drzewa korze,

Nożem rzymskimi ryłem literami:

«Choć ja umarłem, niechaj smutek żyje».

Tysiąc okrutnych dokonałem czynów

Chętnie, jak inny mógłby zabić muchę,

I nic mnie teraz nie dręczy boleśniej,

Jak że nie mogę dokonać ich więcej.