To bracia moi, których wola prawem,

Za jakimś biednym polują wędrowcem.

Choć mię kochają, nieraz mi zbyt trudno

Wstrzymać ich w porę od zelżywych gwałtów.

Ustąp, Walencjo. Któż to tam nadchodzi?

Walencjo usuwa się na bok. Wchodzi Protej, Sylwia i Julia.

PROTEJ

Jam tę usługę oddał tobie, pani

(Choć twego sługi poświęceń nie cenisz),

Stawiając życie, by cię wydrzeć temu,