Dobranoc! Daruj mi, kochany bracie.
Poważne nasze sprawy poglądają
Z pochmurnym czołem na tę lekkomyślność.
Żegnajmy się, panowie. Wszak widzicie,
Że nam policzki płoną. Enobarbus,
Choć silny, teraz słabszy jest od wina.
Mnie nawet język staje kołkiem, kiedy
Przemawiam. Jak dziwacznie wyglądamy
W tych dzikich strojach! Co tu więcej mówić?
Dobranoc. Antoniuszu, daj mi rękę.