Spleśniałych kałuż, co by nabawiła
I bydło kaszlu. Podniebienie twoje
Nie pogardziło nawet najkwaśniejszą
Jagodą z płotu o tysiącu kolców.
Ba, niby jeleń, gdy pastwiska śniegiem
Okryte, korę drzew szczypałeś. Mówią,
Żeś na Alp grani jadł ohydne mięso,
Którego widok był przyczyną śmierci
Niektórych. Wszystko zaś — na twoją hańbę
To dzisiaj mówię — ty tak po żołniersku