(Umiera).

(Wchodzi O. Laurenty z przeciwnej strony cmentarza, z latarnią, drągiem żelaznym i rydlem).

O. Laurenty. Święty Franciszku, wspieraj mię! Jak często
O takiej porze stare moje stopy
O głazy grobów potrącały! Kto tu?
Któż to tak późno obcuje z zmarłymi?

Baltazar. Przyjaciel, który was dobrze zna, ojcze.

O. Laurenty. Bóg z tobą! Powiedz mi, mój przyjacielu,
Co znaczy owa pochodnia świecąca
Chyba robakom i bezocznym czaszkom?
Nie tlejeż ona w grobach Kapuletów?

Baltazar. Tam właśnie; jest tam i mój pan, któremu
Sprzyjacie, ojcze.

O. Laurenty. Kto taki?

Baltazar. Romeo.

O. Laurenty. Jak dawno on tam jest?

Baltazar. Od półgodziny.