Grzegorz. To właśnie pokazuje twoją słabą stronę: mur
dla nikogo niestraszny i tylko słabi go się trzymają.
Samson. Prawda, dlatego to kobiety, jako najsłabsze, tulą
się zawsze do muru. Ja też odtrącę od muru ludzi
Montekich, a kobiety Montekich przyprę do muru.
Grzegorz. Spór jest tylko między naszymi panami i między
nami, ich ludźmi.
Samson. Mniejsza mi o to: będę nieubłagany. Pobiwszy
ludzi, wywrę wściekłość na kobiety: rzeź między nimi
sprawię.
Grzegorz. Rzeź kobiet chcesz przedsiębrać?
Samson. Nieinaczej: wtłoczę miecz w każdą po kolei.
Wiadomo, że się do lwów liczę.
Grzegorz. Tem lepiej, że się liczysz do zwierząt; bo gdybyś
się liczył do ryb, to byłbyś pewnie sztokfiszem.
Weźno się za instrument, bo oto nadchodzi dwóch
domowników Montekiego.
(Wchodzą: Abraham i Baltazar).
Samson. Mój giwer już dobyty: zaczep ich, ja stanę z tyłu.
Grzegorz. Gwoli drapania?