Julia. O, dnieje, dnieje! Idź, spiesz się, uciekaj!
Głos to skowronka brzmi tak przeraźliwie
I niestrojnymi, ostrymi dźwiękami
Razi me ucho. Mówią, że skowronek
Miło wywodzi; z tym się ma przeciwnie,
Bo on wywodzi nas z objęć wzajemnych.
Skowronek, mówią, z obrzydłą ropuchą
Zamienił oczy, o, radabym teraz,
Żeby był także i głos z nią zamienił,
Bo ten głos, w smutnej rozstania potrzebie,
Dzień przywołując, wywołuje ciebie.
Idź już, idź: ciemność coraz to się zmniejsza.
Romeo. A dola nasza coraz to ciemniejsza!
(Wchodzi Marta).
Marta. Pst! pst!
Julia. Co?
Marta. Starsza pani tu nadchodzi.
Dzień świta. Baczność, bo się narazicie!
(Wychodzi).
Julia. O, okno, wpuśćże dzień, a wypuść życie!
Romeo (wychodząc przez okno).
Bądź zdrowa! Jeszcze jeden uścisk krótki.
Julia. Już idziesz; o mój drogi! mój milutki!
Muszę mieć co dzień wiadomość o tobie;
A każda chwila równą będzie dobie.
Zgrzybieję licząc podług tej rachuby,
Nim cię zobaczę znowu, o mój luby.