Kapulet (do służącego). Proś te osoby, co tu są spisane.
(Służący wychodzi).
A waść dwudziestu biegłych zbierz kucharzy.
Drugi służący. Nie będzie zły ani jeden, jaśnie panie, bo
się przekonam wprzód o każdym, czy umie sobie oblizywać
palce.
Kapulet. A to na co?
Drugi służący. Zły to kucharz, jaśnie panie, co nie oblizuje
sobie palców; o którym się więc przekonam, że
tego nie umie, tego nie sprowadzę.
Kapulet. Ruszaj! (Wychodzi służący).
Wątpię, czy wszystko na czas wygotujem.
Bodaj cię! Prawdaż to, że Julia poszła
Do ojca Laurentego?
Marta. Poszła, panie.
Kapulet. To dobrze; może on co na niej wskóra.
Cięta, uparta to skóra na buty.
(Wchodzi Julia).
Marta. Patrz pan, jak raźnie wraca od spowiedzi.