Kapulet. Co za guzdralstwo! Pan młody już czeka.
Marta. Ona nie żyje; rozstała się z życiem!
O, dniu żałosny!
Pani Kapulet. O dniu opłakany!
Ona nie żyje, nie żyje, nie żyje!
Kapulet. Puśćcie mię, niech zobaczę... Jak lód zimna;
Krew w niej zastygła; członki jej zdrętwiały...
Dawno już życie z tych ust uleciało.
Śmierć ją zwarzyła, jak mróz najpiękniejszy
Pierwiosnek w maju. Nieszczęsny ja starzec!
Marta. O niefortunny dniu!
Pani Kapulet. O, dniu boleści!
Kapulet. Śmierć ta, niszcząca wszystkie me nadzieje,
Głos mi tamuje i zamyka usta.
(Wchodzi O. Laurenty i Parys z muzykantami).
O. Laurenty. Czy panna młoda już jest w pogotowiu
Iść do kościoła?
Kapulet. Iść, ale nie wrócić.
O, synu, w wilię dnia twojego ślubu
Śmierć zaślubiła twą oblubienicę.
Patrz, oto leży ten kwiat w jej uścisku.
Śmierć jest mym zięciem, śmierć jest mym dziedzicem,
Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko
Oddaje śmierci, kto oddaje ducha.