próbował się wydostać ze szkieletu chityny.
świat się pootwierał na skutek przemiany.
W kolbie sali symfonia, ogród światła rozlany.
Całą noc przelewali zimne krople morfiny
wałkarz lipczyk, krawiec głowacz, orszoł prążkowany.
Lampy wybałuszał sufit drapowany,
za parawanem mijały nieludzkie godziny.
Trio grało na skalpelach. Pod koniec przemiany
powróciła przytomność i świat sponiewierany.
Niech się utopią w rymach mojej formaliny