Za górami

Kiedy wracaliśmy autobusem z Blatnicy,

wszystkie drogi prowadziły do strumieni.

Powietrze było podchmielone i góry

tak wielkie, że można się do nich modlić.

Koza przywiązana sznurkiem do sosny,

ledwo trzymała się stoku. Klęczała

przed listkami mniszków, jakby prosiła

o inne życie. Ja też obudziłam się inna

w cygańskiej dzielnicy, obok internatu