Nie stanie się to nigdy, o ile jedynym postulatem rządu w stosunku do Sejmu miałaby być uległość władzy prawodawczej wobec wykonawczej.
Taki postulat nie da się na dłuższą metę utrzymać. Również nie zdobędzie przyszły Sejm należnego autorytetu, o ileby wybierany był pod presją z góry w imię tego jedynie, by następny Sejm okazał się bardziej dla danego rządu łatwy i powolny.
Często stawiano mi zarzut, że lekceważę Sejm i go poniżam. Zarzut ten słyszałem głównie w 1925 r. Ale zdaje się było by rażącą przesadą nazywać moje postępowanie z Sejmem poniżaniem go, po tem, jak został on następnie w pół roku po mojem odejściu potraktowany. Z mej strony poniżania Sejmu nie było. Nie chodziłem wprawdzie zbyt często na posiedzenia, ale, zdaniem mojem, Sejm powinien był na tyle szanować rząd i cenić jego pracę, by pozwolić ministrom istotnie twórczo dla Państwa pracować i ich od pracy nie odrywać dla satysfakcji utarczek słownych z nimi, Sejm nie umiał zachować miary w swoich żądaniach od rządu i to się na nim zemściło.
Ja się nadmiernym wymaganiom Sejmu poddać nie chciałem i nic więcej. Ale Sejm już z tego był niezadowolony. Po tem co się stało w 1926 r. zapewne następne Sejmy będą miały więcej poczucia miary w żądaniach przedstawicielom rządu stawianych.
Nie można omawiać zagadnienia stosunku rządu do Sejmu, nie dotykając stosunku rządu do stronnictw sejmowych. Sejm właściwie jest to zbiór stronnictw sejmowych. Sejm jest wytworem wyborców, a więc całej ludności, stronnictwa są też tym wytworem, ale jednocześnie są one aparatem, który wybory przeprowadza.
Stronnictwa sejmowe u nas, tak jak w wielu innych krajach, mają niektóre fatalne właściwości dla życia państwowego, a najważniejszą z nich jest to kierowanie się własnym interesem partyjnym więcej, niż ogólno państwowym.
Co to jest własny interes partyjny? Jest to wzgląd na to, jak dane wystąpienie stronnictwa odbije się wśród wyborców, czyli wśród pewnej części społeczeństwa. Dla czego interes partyjny, nie daje się bardzo często identyfikować z interesem państwowym? Bo oddzielne części składowe społeczeństwa nie umieją się wznieść do poziomu należytego rozumienia interesu państwowego i często właśnie źle by się odnosiły do swoich wybrańców, gdyby ci, w imię interesu państwowego postępując, narażali się pojęciom i namiętnościom, panującym w danych ośrodkach życia społecznego.
Opinja publiczna w stosunku do obecnego Sejmu wini przedewszystkiem obecne stronnictwa. Doświadczenie, które przeżyłem wskazuje mnie, iż należyte ustosunkowanie rządu do stronnictw jest rzeczą bardzo trudną.
Istotnie nie było prawie takiego stronnictwa w Sejmie, które by w stosunku do mnie nie było w opozycji. Stale w opozycji znajdowały się mniejszości narodowe, przyczem opozycja mniejszości słowiańskich oraz komunistów była zawsze bezwzględna. Ze stronnictw lewicowych w połowie 1924 r. w opozycji były stronnictwa robotnicze, a w 1925 r. te stronnictwa stanęły po mojej stronie, wtedy zaś przeszły do opozycji stronnictwa lewicowe włościańskie. Ze stronnictw prawicowych w opozycji na jesieni 1924 r. był Związek ludowo narodowy, który stanął po mojej stronie w 1925 r., chrześcijańskie narodowe stronnictwo było w opozycji od jesieni 1924 r. do jesieni 1925 r., ale ostatniego miesiąca opozycji zaprzestało. Chrześcijańska demokracja stała najdłużej po stronie rządu i jako całość nigdy się przeciwko mnie nie wypowiedziała, ale na jesieni 1925 jeden jej odłam, mianowicie Korfantego, najmocniej zwalczał rząd. Stronnictwo Piasta nigdy rządu nie popierało, głosowało długo za rządem, zawsze zaznaczając, że robi to bez przekonania, aż przeszło na jesieni 1925 do jawnej i ostrej opozycji.
W ten sposób po kolei miałem do znoszenia opozycję każdego prawie z klubów parlamentarnych. Z łona każdego klubu pod moim adresem, lub pod adresem moich współpracowników padały ostre słowa lub zarzuty. Najbardziej dotkliwym wystąpieniom poświęciłem osobne wzmianki w moich wspomnieniach historycznych. Ale sądzę, że znosić takie napaści parlamentarne jest to los i pewna konieczność życia parlamentarnego, której trzeba się umieć, do pewnej oczywiście granicy, poddawać.