Sposób zatrudnienia bezrobotnych też znamionuje dziwne lecenie na efekty, zamiast robienia rzeczy najgruntowniejszych. Uporządkowanie ulic, rowów i dróg w obrębie wielkiej Warszawy, to zadanie poważne, które by się ogromnie przyczyniło do podniesienia hygjeny przedmieść i do podniesienia kultury ogrodniczej ludności zarobkującej naokoło Warszawy. Przez dbałość o dobre dojazdy do Warszawy i drogi najbliżej stolicy położone, można więcej korzyści przynieść dla sprawy taniej aprowizacji miasta, niż przez utrzymywanie agrilu. Ale najprzyjemniejszą i najłatwiejszą rzeczą jest robić parki pod Warszawą i dlatego też widzimy, że bezrobotnych tam się przeważnie zatrudnia.

Brak konsekwencji w myśleniu jest to objaw, który u najpoważniejszych ludzi się spotyka. Ci, którzy uchwalają wydatki na rozszerzanie zakresu przedsiębiorstw miejskich, w większości są przeciwnikami etatyzmu, są za popieraniem produkcji, za wolnym handlem wewnątrz kraju, za popieraniem przemysłu miejscowego, za zasadą oszczędności, ale to wszystko uważają, że powinno się stosować do tego, co inni robią, ale gdy idzie o nich samych, to o zasadach zapominają. Tak samo ci finansiści, którzy decydują się dawać pieniądze na inwestycje zbędne, są wyznawcami teorji, że trzeba najpierw odbudować kapitał ruchomy, ale o tej teorji zapominają, gdy delegacja jaka potrafi przyjazną dla swojego projektu stworzyć atmosferę.

Rzecz dziwna, jesteśmy nadzwyczaj mięccy, gdy trzeba się zdobyć na to, by coś odmówić, by się na co nie zgodzić, by wręcz i krótko powiedzieć: nie, nie pora.

A tak mówić trzeba nieraz i to koniecznie.

Traktowanie spraw bez głębszego wnikania w to, na co jest pora i miejsce, a na co nie, przynosi nam nadzwyczaj wiele złego. Powinniśmy się tego surowo oduczyć. Wszyscy się w tej sprawie powinni kontrolować wzajemnie. Nie przestaniemy być biednymi, gdy sami godzić się będziemy na to, byśmy byli „błyszczący” nędzą. Nędzę naszą widzimy na każdym kroku, ale nie nędzę chcemy usuwać, tylko zasłonić ją chcemy przebłyskami urządzeń arcykulturalnych wcale w głąb nie sięgających i odbierających nam jedynie możność lepszego zużytkowania nieznacznych środków, jakimi rozporządzamy na podnoszenie podstaw bytu najszerszych mas ludności.

Drogi bite, budynki szkolne proste, ale dla potrzeb nauczania odpowiednie, mieszkania dla ludności robotniczej w miastach, kanalizacja i uporządkowanie przedmieść, domy schroniska dla ubogich żebraków — są to rzeczy na zachodzie dawno bardzo, bo przeszło pół wieku temu pozaprowadzane. Dzisiejsze pokolenie na Zachodzie nie pamięta wysiłków tego, które walczyło z niedostatkami na tle spraw powyższych. Walczyło ono tam z niemi w połowie XIX wieku i podniosło kraje zachodu na pewien poziom kultury, do którego nam daleko. Czyż my możemy sądzić, że można te sprawy pomijać i myśleć o równaniu się z zachodem w sprawach ogólnych politycznych, czy ekonomicznych. Najpierw trzeba systematycznie kroczyć po linji wytwarzania kultury mas, a wtedy dopiero można się stać prawdziwą potęgą.

Rozdział XII

Wychowanie społeczeństwa

W trakcie rozważań naszych nieustannie natrafialiśmy na to, że usposobienie społeczeństwa naszego, zarówno jako całości, jak jego sfer i czynników kierowniczych, nie odpowiadało istotnym potrzebom kraju i państwa.

Widzieliśmy, jak w roku nieurodzaju ogół zupełnie nie uświadamiał sobie potrzeby ograniczenia konsumpcji, widzieliśmy słaby pęd oszczędnościowy, słabe tempo pracy produkcyjnej, widzieliśmy wytwarzanie się psychiki antypodatkowej w momencie wymagającym największego hartu i wytrzymałości, łatwe uleganie psychozie zwątpienia we własny pieniądz i pogoni za dolarem. Wszystko to były zgubne objawy ogólne. A w sferach kierowniczych widzieliśmy nieustanny przerost żądań pod adresem państwa, przewyższających jego zdolność świadczenia na rzecz ogółu, ciągłe doszukiwania się winy rządu w niepowodzeniach, będących wynikiem starcia się naszych niedostatecznych sił z cudzemi, od nas bardziej wyrobionemi, widzieliśmy brak poczucia odpowiedzialności i konsekwencji.