W tym celu potrzeba urobić umysł i charakter wieśniaków. Trzeba wyrobić gruntowność usposobień, zamiłowanie dokładności, ścisłości w rozumowaniu, pozytywnego ujmowania zjawisk przyrody, systematyczności i porządku. Jest to nadzwyczaj płodne pole pracy, by to wszystko wyrobić. Szkoły powszechne w Finlandji potrafiły zaszczepić te zalety charakteru plemionom fińskim, podczas, gdy też same plemiona w Rosji pozostające, odznaczały się brudem, niechlujstwem i ubóstwem.

Szkoła powszechna powinna być uznaną za typ nauczania, mający własne cele na widoku, a nie za pierwszy szczebel dla całego dalszego kształtowania jednostek ludzkich. Po skończeniu szkół powszechnych będzie jeszcze miejsce dla kursów krótkotrwałych dla dorastających, nie odrywających od zajęć zarobkowych. Komplet takich kursów może nawet stanowić rodzaj uniwersytetów ludowych. Pójście po tej drodze będzie ewolucją dużo zdrowszą niż dążenie do tego, by szkoła powszechna i średnia stanowiły jedną całość.

Nie przeszkadza to wcale temu, by zdolniejsze jednostki mogły ze szkoły ludowej przechodzić do szkoły średniej i iść następnie wzwyż. Ale dlaczego te jednostki nie mają przechodzić do szkoły średniej już z niższych klas szkoły powszechnej, a mają koniecznie najpierw kończyć całą szkołę powszechną, jeżeli istotnie okazują one takie uzdolnienia (ściśle naukowe), które w nauczaniu średniem i wyższem nabierają dopiero większych walorów, a w życiu praktycznem nie mają większego znaczenia.

Natomiast do szkół zawodowych, nie tylko niższych, ale i średnich, szkoła powszechna powinna dawać właśnie najlepsze przygotowanie. A średnia szkoła zawodowa powinna dawać te same prawa co średnia ogólna, aż do prawa zdawania egzaminu dojrzałości z daleko idącemi ułatwieniami. Natomiast w szkołach średnich egzamin dojrzałości winien być obostrzony tak, by służył on idei koniecznej selekcji i wyrobienia przyszłych warstw kierowniczych naszego społeczeństwa.

Pogląd mój na szkołę powszechną, jako na typ w sobie skończony wypływa z istoty rzeczy. Przecież ogromna większość społeczeństwa zawsze na tej szkole poprzestać będzie musiała. Nie zastosowanie szkoły do potrzeb większości jest antydemokratyczne. Jeżeli widzimy dziś co innego, wypływa to z tego, że niektóre tendencje zaciemniają sprawę. Wypływają one z błędnego patrzenia na społeczeństwo, jako na zbiór pewnych jedynie indywidualności. Jest to pogląd płytki, a ogromnie zakorzeniony.

Na programy szkolne i na podręczniki właśnie ten pogląd wywiera dominujący wpływ. Jeżeli patrzeć na społeczeństwo, jako na zbiorowość, wypadnie do charakteru tej zbiorowości dostosowywać programy i podręczniki, czego dziś wcale nie widzimy. Negowanie czynnika środowiska społecznego robi właśnie nauczanie najbardziej płytkiem i powierzchownem. W miastach mniej to jest rażącem, niż po wsiach. Tutaj panuje zupełny brak świadomości celów nauczania szkolnego i najsłabsze są widocznie rezultaty.

O tem, że musimy zdobyć się na to, by nasze następne pokolenie było od nas silniejsze ekonomicznie, wyższe społecznie oraz bardziej politycznie odporne, tak, by mogło ono wytrzymać wielką próbę dziejową, jaka nas jeszcze czeka, nieraz się przekonałem, w czasie przeżywania doświadczeń moich dwuletnich rządów i przy ich rozpamiętywaniu. Dlatego też pragnę, by troska o to przeniknęła jako postulat naczelny w świadomość opinji publicznej naszego ogółu i by natchnęła w odpowiednim duchu siły kierownicze zarówno naszego wychowania publicznego, jak i samorządu, i całego naszego życia publicznego.

Zakończenie

Nie chcę mnożyć wniosków, jakie się nasuwają w postaci wyników doświadczeń w ciągu dwóch lat przeżytych. Wiele z tych wniosków mogłyby okazać się jeszcze przedwczesnemi, inne byłyby może nie na czasie. Szło mnie o to, by na te przeżyte lata nie patrzono jako na okres zmarnowania tych lub innych wysiłków. Gdy cel całkowity nie jest osiągnięty, żałuje swoich wysiłków tylko taki naród, dla którego wysiłki to ofiara. Ale patrząc tak na rzeczy, nigdy się celu całkowitego nie osiągnie. Pojmowanie wysiłków jako ofiary jest cechą społeczeństw biernych, niezdolnych do życia i do zwycięstwa. Chcąc dojść do celu, trzeba w każdej fazie rozwoju życia wzmacniać pozycje już zdobyte, a te które zostały stracone, uważać za stratę przemijającą, którą odrobić następnie można i należy. Wtedy nad wysiłkami, które nie dały pełnych rezultatów, nie rozwodzi się żalów i rekryminacyj, ale wyciąga z nich wskazania i dąży do ich dalszego, ale bardziej skutecznego natężenia.

Polska ma znacznie mniejsze obciążenie długami zagranicznemi, niż jakiekolwiek inne państwo na naszym kontynencie. A przecież Polska musiała przetrzymać wielką nawałę ze wschodu w 1920 roku i wielki nieurodzaj w 1924 i 1925 roku. Zdołała ona sprostać tym klęskom żywiołowym o własnych przeważnie siłach. Jednocześnie Polska uratowała się sama z toni hyperinflacji, z której wyjście inne narody i państwa szukały głównie w pomocy obcej, choćby kosztem rezygnacji z wielu istotnych praw. Polska przeprowadziła zasadniczą reformę walutową zupełnie samodzielnie, własnemi jedynie środkami.