Dyskusja budżetowa, która się w pierwszych dniach listopada rozwinęła, prowadzona była w tonie dość spokojnym, choć krytycznym. W imieniu piastowców przemawiał Witos, który wystąpił głównie z krytyką polityki kresowej, nie wierząc w skuteczność działań rządu, zmierzających do opanowania rozruchów, w czem się pomylił. Najbardziej rzeczową mowę miał Michalski, który wystąpił z programem, w którym obok spraw, które stale podnosił, jako to większej sprawności przedsiębiorstw państwowych i reformy podatków w duchu rozszerzenia w dół systemu podatkowego, żądał zmian ustawodawstwa socjalnego dla ulżenia kryzysowi gospodarczemu, oraz pożyczki zagranicznej dla wzmożenia tętna życia gospodarczego.
W dyskusji budżetowej ujawniły się z nową siłą żale rolników, które już w czerwcu 1924 roku jaskrawo wystąpiły. Żale te jednak sam starałem się zgóry sparaliżować, poświęcając im dłuższy ustęp mojego eksposé. Wykazałem mianowicie, że, dzięki podrożeniu cen na produkty rolne, główny przedmiot żalów tych, mianowicie dysproporcja cen, odpadł. Stwierdziwszy to, poświęciłem osobny ustęp omówieniu politycznego charakteru biadań rolników; ustęp ten brzmiał:
„Wśród tych, którzy usłyszą jedno lub drugie zdanie krytyczne o dzisiejszym stanie rzeczy, wielu będzie takich, którzy nawiążą zdanie takie o dzisiejszej Polsce z tem, co im głęboko tłumaczono ze strony dawnych rządów zaborczych: że nie było i nie będzie — tak im mówiono — lepszego opiekuna ludu polskiego nad zaborcę. Setkę lat truciznę tę sączono. Skutki tej trucizny i dziś są widoczne; skonstatować to można w wielu wypadkach, w wielu powiedzeniach: „a jednak za cesarza”, „a jednak za ruska”, „było lepiej”. Nie podsycajmy więc tych wpływów. Jeżeli czuły jestem na to, ażeby sprawiedliwą miarę znaleść dla tych wszystkich zagadnień, to między innemi dlatego, że wiem, że nie zostały jeszcze, bo nie mogły być, wykorzenione ze względu na zbyt dużą liczbę analfabetów, te dawne, stare a złe nawyki niewoli. Dlatego niema nic groźniejszego dla naszego Państwa, nad to, aby odżyły skłonności do zwalania wszystkiego, co jest złe w życiu, co nie daje spokoju codziennego — na Polskę. Ja nie bronię samego Rządu, ja bronię również i Sejmu, gdyż to niewiele dobrego, co zrobiono dla ludu, jest to przecież wynikiem również prac sejmowych. Więc nie można nieustannie powtarzać, że ludowi dzieje się źle. Dlatego pragnąłbym, ażeby antagonizm socjalny pomiędzy wsią a miastem zniknął z powierzchni naszego życia politycznego tak, jak już zniknął w wielu innych państwach współczesnych”.
Sprawom gospodarczym, które już omawiałem w mojem ekspose w czerwcu, poświęciłem specjalną uwagę również i w październiku. Na czoło wysunąłem sprawę naszego nieurodzaju. Określiłem, że uszczuplił on wytwórczość rolną o 30–40%, i stanowi ciężką klęskę gospodarczą. Wskazałem, jakie środki rząd zastosował wobec nieurodzaju. Wśród tych środków było udzielenie przez Bank Rolny kredytów drobnym rolnikom na 22 miljony. Prócz tego rząd ulokował swoje środki w Banku Gospodarstwa Krajowego, który rozszerzył akcję kredytową dla ulżenia życiu gospodarczemu. Odmalowawszy, że prócz nieurodzaju mamy kryzys ogólny gospodarczy, podniosłem potrzebę, ażeby całe społeczeństwo przystąpiło do walki z tym stanem rzeczy, w którym koszty produkcji są nadmierne, a wśród nich wskazałem na przesycenie naszego życia gospodarczego wydatkami ogólno administracyjnemi. Oto ustęp o potrzebie reform w naszem życiu gospodarczem:
„Jeden z Anglików w taki sposób tłumaczył, dlaczego w Polsce nie można dawać pożyczek. Mówił on, że w Polsce każda nowa rzecz, nowa fabryka, nowe przedsiębiorstwo odrazu tyle zje kapitału na założenie, na koszty ogólne i na administrację, że reszta niezbędnych nakładów nie może dostatecznie się procentować.
„To są wady i nawyknienia z ostatnich lat, które trzeba w całem społeczeństwie wykorzenić. W każdej czynności zadużo jest sił pomocniczych, wszędzie każdy chce się kimś wyręczyć. W aparacie państwowym zrobiliśmy znaczne redukcje, usunęliśmy bardzo dużo tego właśnie niepotrzebnego balastu sił ludzkich, ale całe życie gospodarcze musi to samo zrobić, a również i instytucje społeczne.
„Najważniejszy z czynników, które mogą wprowadzić pewną taniość w produkcji, której tak wszyscy pragniemy, jest to wydajność pracy każdej jednostki, która musi być bardzo wysoko podniesiona. Musimy stawiać duże wymagania wszystkim, stawiajmy je Rządowi, ale stawiajmy i samym sobie. Stawiajmy je w społeczeństwie na każdym kroku. Tylko przez ten łączny wysiłek aparatu rządowego i całego społeczeństwa będziemy mogli naszej polityce gospodarczej nadać prawdziwie skuteczny kierunek.”
Widziałem przeto wielkie wady, błędy i niedomagania naszego życia gospodarczego i pragnąłem wlać w nasze społeczeństwo nowego ducha tak, by ono odzwyczaiło się od marnotrawstwa sił i środków, oraz od rozleniwienia, a nabrało potrzebnej prężności i szerokiego pędu do wydajności w pracy.
Konieczność ożywienia tętna życia gospodarczego podkreśliłem w mojem ekspose, które miałem w Senacie w dniu 29 października. Stwierdzałem, że w zakresie naszych stosunków gospodarczych sytuacja jest poważna, gdyż okres kryzysu gospodarczego, który był nieunikniony, łączył się z okresem nieurodzaju, którego nikt przewidzieć nie mógł. „Mamy, mówiłem, podwójnie skomplikowaną sytuację”.
Program rządu streściłem w tej mowie w sposób następujący: „Skupienie całego aparatu rządowego, aby drogą równowagi budżetowej, polityki podatkowej i celnej, oraz drogą układów handlowych i polityki kredytowej, uchronić dokonaną już reformę walutową od załamania się pod naporem kryzysu gospodarczego i nieurodzaju.”