Wbrew powyższemu Komisja budżetowa Sejmu zaczęła w styczniu znaczną większością głosów uchwalać zwiększanie pozycji wydatkowych, co groziło poważnie równowadze budżetowej. Prym w tej akcji trzymali piastowcy, ale sekundowała im cała prawica. Troska o równowagę budżetu jak gdyby znikła zupełnie. — Jeden Zdziechowski zrozumiał niebezpieczeństwo, ale widać było, że fala nie liczenia się z realnemi stosunkami bierze górę. Wszyscy narzekali na nieurodzaj, ale nikt nie chciał z faktu nieurodzaju wyciągnąć innej konkluzji jak ta: „a więc niechaj rząd pomaga”.
Taki lekkomyślny nastrój wywołał z mej strony ostry protest. Gdy przeto Komisja budżetowa zdołała podnieść sumę wydatków na kilku pierwszych swych posiedzeniach o całe 30 miljonów złotych, uznałem za konieczne, by ostudzić zapędy dalsze w tym kierunku. Oto treść ustępu mej mowy w Komisji temu tematowi poświęcony:
„Nie mogę sobie wyobrazić egzystencji takiego państwa, któreby nie miało rezerw, lub które doprowadziłoby je do stanu całkowitego wyczerpania.
„Zdajemy sobie sprawę, że nieurodzaj jest klęską, jednak dziwnem jest, że nie chcemy wyciągnąć konsekwencji z tego. Gdy się wymaga czegoś, to się mówi, że jest klęska, a w ogólnem rozumowaniu nie chce się wyprowadzić z tego należnych wniosków. Dlaczego przytaczałem cenę żyta, że tak silnie idzie w górę? Jaka z tego jest konsekwencja dla budżetu? Budżet jest obliczony przy 38 gr. za 1 punkt w wynagrodzeniach dla urzędników, przy cenie owsa i żyta 12 zł., a intendantura kupuje obecnie po 26, więc proszę obliczyć. Czy dzisiaj można rachować pensje w budżecie po 38 gr. za 1 punkt, gdy już dzisiaj płaci się pensję według 42, to jest o 10% więcej? A czy mamy prawo w naszem sumieniu powiedzieć, że się skończy 42-ma gr. na punkcie w ciągu całego r. 1925? Może panowie powiecie: należy zafiksować pensje urzędników i nie stosować wskaźnika drożyźnianego? Nie radzę takiego sposobu. Owszem, moglibyśmy to zrobić, ale trzeba powiększyć pensję odrazu o 20%. I ten sposób jest dobry. Lecz czy można się łudzić, by to było możliwem, żebyśmy skutkiem nieurodzaju i wzrostu drożyzny nie byli zmuszeni wydać w roku 1925 więcej niż to, co jest w budżecie pomieszczone. Sam wzrost drożyzny wyniesie 200–250 miljonów zł. Na to trzeba znaleść pokrycie. Czyż można dodawać do tego jeszcze 30 miljonów nowych wydatków, myśląc że to bagatela?
„Jeżeli mamy te dwieście kilkadziesiąt miljonów wydać, to trzeba wyrzec się nietylko tamtych 30 miljonów, lecz trzeba znaleść jeszcze inne oszczędności, i powiększyć niektóre pozycje dochodowe, a i to może się okazać niewystarczającem”.
„Wszystko, co należy wziąść pod uwagę, nie upoważnia nas do powiększenia ani o 1 zł., ani jednej pozycji wydatków. Podkreślam to bardzo silnie i kategorycznie, bo mam poczucie rzeczywistości, bo muszę za tę rzeczywistość odpowiadać. Nie załamało się dotychczas jeszcze nic w Skarbie. Ale czyż nam wolno jest myśleć, że to naprawdę jest jakaś siła wyższa opiekuńcza, która wszystko to robi? Rzeczywistość może przewrócić wszystko najzupełniej. Co się stanie, gdy któregokolwiek pierwszego lutego, czy marca, czy kwietnia, zabraknie nam na pensję dla urzędników? Co panowie wtenczas będą radzili robić? Dać urzędnikom jakiś fabrykowany pieniądz? Podkopać wtenczas nasz złoty? Wiem, że jest bardzo dużo ludzi, którzy powiadają, że fabrykować pieniądze należy, że to jest upór Ministerstwa Skarbu, że nie przyjmuje żadnych nadzwyczajnych projektów, jak ich nazywam projektów „fałszowania pieniędzy”. Wszystkim, którzy przychodzą z temi projektami mówię, że nie chcę ich słuchać, bo oni chcą fałszować pieniądze. Takich różnych pomysłów jest bardzo dużo, ale ja na nie nie pójdę. Ale czy będą pieniądze na 1 lutego, czy marca, czy kwietnia, tego wiedzieć nie można. Ba, muszę się przyznać, że ja miesiąc temu nie wiedziałem, czy będą pensje na 1 lutego i dopiero dwa tygodnie temu się upewniłem, że je mam, choć jeszcze miesiąc temu, nie byłem tego pewny. Więc nie jesteśmy w takiem położeniu, któreby nam pozwalało powiedzieć: wolno uchwalać większe wydatki. Nie wolno! Musimy czuwać nad wszystkiem i winniśmy się tych wydatków, które nie są konieczne, nietylko wyrzekać się, ale prowadzić w 1925 roku silną politykę oszczędnościową. Czy panowie myślą, że można prowadzić silną politykę oszczędnościową, a jednocześnie uchwalać nowe wydatki? Czy to psychicznie jest do pomyślenia? Czy to nie jest załamanie psychiki tych ludzi, którzy muszą innych przez zredukowanie stanowisk, narażać na tragedje życiowe? Nie, to nie jest do pomyślenia.
„Następnie, jak powiedziałem, musimy kontynuować politykę wyrzekania się tego, by tworzyć szczęście dla Polski naszemi uchwałami o szczęściu. Szczęście dla Polski stworzy się siłą Polski. Gdy będzie Polska silna, będzie i szczęśliwa!”
„My musimy nietylko skonstruować budżet bez deficytu, ale nawet bez skonsumowania wszystkich rezerw, jakie posiadamy z 1924 roku.
„Mam nadzieję, że referent budżetowy Ministerstwa Skarbu w tym względzie przyjdzie mi z ogromną pomocą, gdyż znam jego tendencje i jestem przekonany, że jego referat przyczyni się do tego, żeby Komisja Budżetowa zdała sobie sprawę z istotnej niemożności pozwalania sobie na zwiększenie wydatków i z konieczności wprowadzenia oszczędności z bardzo ostrożnem rachowaniem na te siły, które się ujawniły, ale które musimy oszczędzać i szanować”.
Z powyższej dłuższej cytaty jasno wypływa, że komu jak komu, ale mnie trudno stawiać zarzut, że sytuację skarbową oceniałem wtedy zbyt optymistycznie. Akcenty mego przemówienia były silne i szczere. Ale niestety były grochem o ścianę. Apel mój do referenta (posła Michalskiego), by pomógł mnie w utrzymaniu niskiej normy wydatków w budżecie, nie został wcale podtrzymany. Żadnej dobrej chęci z niczyjej strony w tej sprawie nie widziałem.