Dałem mu ją, położyli na stole i wszyscy trzecj poczęli się jej bacznie przyglądać.
— A co ty na to pisanie mówisz? — pyta mnie Semen. — Tyś Worobę tego znał, bywał z nim, rozmawiał, to ty lepiej myśli jego zgadnąć możesz aniżeli my, cośmy go na oczy nigdy nie widzieli.
— Co ja mówię? — rzekę na to. — Ja mówię, że Woroba z pewnością znaki dać chciał, po których jak po śladach trafić można do miejsca, gdzie mieszek ukrył albo zakopał.
— Tak i to będzie — mówi Opanas i patrzy na deskę, i myśli.
— A jako ty wiesz, durniu, że zakopał? — pyta mnie Midopak, kły mi swoje pokazując jak wilk.
— Bo idą znaki, jeden na drugim, a ostatni znak to pewno jest rydel. Tedy myślę, że zakopał.
— A co tu stoi na samym początku? — pyta Semen, kładąc palce na owych dwóch pałkach, połączonych u góry trzecią pałką. — To najważniejszy znak jest, bo to początek całego szukania.
— Wrota są, wyraźne wrota! — zawołał Midopak, bardzo dumny z tego, że odgadł, czego inni nie mogli. — Wrota są, jak byk wrota.
— Byk jest — rzecze Opanas — boś ty byk, ale wrót nie ma.
— A ja wam mówię, że to wrota! — woła znowu Midopak. — Chodźmy szukać tych wrót!