— Jam jest piąty, w imię Chrystusa!

— Tak jest — mówi starosta. — Ksiądz Benignus jest piąty do działu, bo 800 dukatów ma być odłożonych na wykupienie naszych polskich chrześcijan, którzy nędznie marnieją w niewoli tatarskiej i tureckiej.

A ja ne choczu!229 — zawołał zuchwale Midopak. — A ja nie chcę i nie pozwalam!

Poczerwieniał jeszcze bardziej pan Mniszech, że zdało się, że mu krew wytryśnie spoza skóry, namarszczył groźnie brwi, a ona wysoka czupryna jeszcze mu się bardziej najeżyła.

— Słuchaj ty, Kozacze — zawołał — mam ja taras230 na zamku, gdzie takich jak ty sadzają na same dno! Tu nie Sicz, nie jesteś ty w Koszu ani na dzikim ostrowiu w oczeretach z wilkami, ale we Lwowie, przy grodzie, pod moim prawem i mieczem! Ten kamień nie jest zdobyczna rzecz; nie w sprawiedliwej on wojnie wam się dostał, jeno w swawolnej wyprawie, bo wtedy król nasz w pokoju był z cesarzem tureckim, kiedyście go zrabowali! Mógłby z was każdy za to gardłem odpowiadać, i jeno możnemu wstawiennictwu to dziękować macie i temu, żeście rycerscy ludzie i żeście w potrzebach ostatnich wierność królowi i waleczność okazali, jeżeli każdy z was z workiem złota stąd wynijdzie!

Midopak spokorniał na takie słowa i już milczał.

— Każdy z was — mówił dalej starosta — po 800 czerwonych złotych weźmie, jakom już rzekł, ale każdy z was po 25 czerwonych dać ma temu oto chłopcu, Bystremu, bo, wierę, zasłużył na to, i każdy z was jemu dziękować za to ma, że on nie bez szwanku, a nawet z zagrożeniem życia wiary wam dochował. A ja tak stanowię, bo mi dobrze mówią o tym chłopcu; godzien się tego okazał, kiedy owo własną głową i tylko za boską pomocą ojca swojego z niewoli wywiódł.

— Zgoda, panie starosto, zgoda! — zawołali obaj Bedryszkowie, ojciec i syn.

— Nie ma zgody — ozwał się na to Midopak. — Ja nie dam!

— A ja nie wezmę! — zawołałem.