Hejnał świta, już i z morza

Rumiana powstaje zorza,

Jutrzenka w swojej jasności

Rozgania nocne ciemności.

Wstań, oraczu, hejnał świta,

Ciebie na polu sowita

Praca czeka; wstawaj i ty,

Rzemieślniku pracowity!

Na odgłos pieśni pobudzili się wszyscy, a pan Heliasz i pan Grygier, i złotniczek Lorenc zaraz także chórem śpiewać zaczęli, tylkom ja z mularczykami słuchał milczący, bośmy pieśni tej nabożnej nie znali. Jeden z tych mularczyków prostaczek był jako i ja, ale drugi hardo się trzymał, a był z włoskiej ziemi i po polsku mało co umiał, bo dopiero od niedawna do Polski przybył z jednym majstrem, co go sobie panowie do budowania zamków i kościołów aż z Rzymu ujednali.

Kiedy śpiewać skończono, przystąpił do mnie pan Heliasz, mało już nie starzec, z siwiejącą brodą, postawy bardzo zacnej, z twarzą czerwoną i jakoby surową, że się na niego jak na pana ojca tylko z wielkim respektem patrzeć trzeba było, lubo z siwych oczu wyglądała mu dobrotliwa poczciwość — przystąpił do mnie i kładąc obie ręce na moje ramiona, mówi: