Musztułuk!

A tu już dzień jasny patrzy przez okienko alkierza, a miasto125 owego srogiego dziada stoi przede mną hamał Woroba, potrząsa mnie za ramię i mówi:

— Wstawaj! Pan Heliasz cię woła.

VII. Na służbie

Pan Jarosz Spytek, u którego pan Heliasz służył za starszego sprawcę i wiernika, był aromatariuszem, tj. kupcem korzennym i aptekarskim, ale przy tym i inne wszelkie handle miał, bo nie tylko w sklepie u niego na małą wagę się sprzedawało, ale inni kupcy lwowscy i pozalwowscy brali z jego składu towar, a osobliwie korzenie i wina z dalekich krajów. W podwórzowej tylnej części jego domu albo w indermachu126, jako to we Lwowie nazywają, były dwie wielkie izby sklepiste z żelaznymi drzwiami i kowanymi kratami u okien, a pod tymi izbicami dwie głębokie piwnice, a tak izby jako i piwnice pełne były zamorskiego towaru.

W piwnicach stały kufy wina, które najpierw morzem, a potem lądem przystawiano z dalekich wysp greckich, a było tych win siła gatunków, jeden przedniejszy nad drugi, a wszystkie bardzo drogie, jako to: małmazja, muszkatel, alikant, latyka, kocyfał — w izbach nad piwnicami były aromata, korzenie, zioła lekarskie, co wszystko po łacinie nazywało się materia medica, a dalej przeróżny towar, sam przedni, osobliwy i prawie na wagę złota płatny, który prawie aż z samego końca świata, bo z zamorskich pogańskich krajów, kędy czarne Murzyny tylko żyją pod gorącym słońcem, sprowadzać trzeba było okrętami przez morza, to na garbatych wielbłądach przez nieskończone pustynie, na których nic nie rośnie w piasku, a od żaru słonecznego piasek ten taki gorący, że ano jaje w nim bez ognia upiec możesz.

Jak się weszło do tych izb, to trzeba było co rychlej okienka rozwierać i powietrze wpuszczać, bo woń wprawdzie przyjemna, jakby z kadzidła, ale taka mocna była, że się aż głowa zawracała jakby od gorącego trunku. Tedy były tu obok ałunu127, kamfory, merkuriuszu128, bursztynu rozmaite wonne żywice, jak ambra129, bryłeczka nawlekana niby pacierz albo różaniec, benzoe130, który pan Spytek z Indii od portugalskich kupców sprowadzał, manna sycyliska131, mastyks132 grecki, tragant133 z wyspy Morei, co gorączkę u chorych chłodzi; dalej, bardzo osobliwe pachnące trzaski, jak aloes arabski, brazylia134, sandał czerwony i żółty135, indygo136 z Bagdadu, a wreszcie i korzenie na leki i na przyprawy dla pańskich kuchmistrzów, jak goździki molluckie, bobki137, kmin turecki, imbier138 albo zinziberum indyjskie, kardemony139, muszkatowe140 kwiaty i gałki, tatarskie ziele, pieprze rozmaite, a najprzedniejszy z nich malabarski, egipska kassia141 w strągach, szafrany, włoski i hiszpański, cynamony, cukier biały i lodowaty bagdadzki, i hiszpański w plackach, stożkach i mące142, owoce zamorskie, jak limonie, migdały, figi, daktyle, rozyny143 i inne jeszcze specjały, które swego czasu prawie że wszystkie wymienić umiałem, kiedy jeszcze pamięć była młoda, a których teraz już i w części nie pomnę.

Wszystko to leżało jeszcze tak, jak przyszło karawaną do Lwowa, w węzełkach, pakach, belach, pudłach, beczułkach, miechach albo łykowych kozubach144, na których czarną farbą wypisane były rozmaite znaki i litery, a najczęściej widzieć było można napis, któregom ja odczytać nie mógł, a który taki był:

КАТАКАЛЛО

Nie widziałem nigdy takich liter, choć i niemieckie, i ruskie od polskich odróżnić już umiałem, a taka mnie zawsze zbierała ciekawość, co by napis ten znaczył, jak kiedyby od tego coś bardzo ważnego dla mnie zależało, a pan Dominik, który był młodszym sprawcą u pana Spytka i miał klucze od tych składów, czytać tego także nie umiał. Nareszcie mendyczek, który codziennie przychodził do nas po szkole i dostawał obiad u pana Heliasza, nauczył mnie, że to są litery greckie i że to słowo czyta się: Katakallo ale co by znaczyło Katakallo: miasto, osobę czy rzecz jaką, tego i on nie wiedział.